Zacznijmy od tego, że w ciągu 30 dni byłem 5 razy na ostrym dyżurze. Los tak chciał, że mam przewlekłe zapalenie migdałków, które dawało o sobie znać tylko w weekendy i stąd te wizyty. Ale nie martwcie się, wszystko jest pod kontrolą.
Nie wiem jak w pozostałych miastach, ale w Warszawie jest tak, że z dolegliwościami laryngologicznymi należy udać się do szpitala, w którym jest ostry dyżur laryngologiczny. Z tym, że każdego dnia ten dyżur jest w innym szpitalu. Szpitale mają jakiś swój tajemny harmonogram i wiedzą kiedy i gdzie jest taki dyżur, ale pacjent tej wiedzy nie ma (a przynajmniej nigdzie takiej informacji nie znalazłem). Sprowadza się wszystko do tego, że trzeba zadzwonić do pierwszego lepszego szpitala i zapytać czy mają dyżur laryngologiczny, a jeśli nie, to gdzie on jest. Można też iść do pierwszej z brzegu placówki bez dyżuru, ale należy liczyć się z tym, że na lekarza trzeba będzie czekać godzinami aż przyjdzie z oddziału.
Biorąc pod uwagę fakt, że w największym mieście w kraju jest praktycznie tylko jeden szpital gdzie bez kręcenia nosem przyjmą pacjenta, który swój nos ma np. zagięty pod okiem (bo na Grochowie nadział się na wystającą pięść) oznacza to, że wszystkie przypadki laryngologiczne zjeżdżają się z całej Warszawy w jedno miejsce. Skutkuje to tym, że w kolejce jest wiele osób i czas oczekiwania na obsługę wynosi mniej więcej 3 godziny (dane własne). O ironię zakrawa fakt, że rejestrując się do szpitala gdzie danego dnia nie ma ostrego dyżuru laryngologicznego czas oczekiwania wynosi około 2 godzin (również dane własne, ale z powodu małej próbki wynik może być niemiarodajny). Dzisiaj w szpitalu międzyleskim (z dyżurem) usłyszałem, że niektórzy pacjenci nie pamiętają czy siedzą tutaj 3 czy 4 godziny, bo w międzyczasie obsługa medyczna zamknęła gabinet i zrobiła sobie przerwę na półtorej do dwóch godzin (długość przerwy zależała od frustracji opowiadającego). Aż sam się zdziwiłem, że w jedynym szpitalu z dyżurem można wyciąć taki numer, ale jeszcze bardziej się zdziwiłem, gdy to samo wydarzyło się drugi raz, jakąś osobę przede mną (na szczęście tylko pół godzinki). Rozumiem, że te dyżury laryngologiczne to z oszczędności, mniej lekarzy jest zaangażowanych, mniejsze zużycie sprzętu, ale żeby jeszcze robić sobie przerwy?Na pewno w tym czasie pracowali równie ciężko, ale klient był niestety niezadowolony. Coś tu jest nie tak z zarządzaniem zasobami.
Jedną z różnic pomiędzy czekaniem w szpitalu z dyżurem a bez jest taka, że w kolejce bez dyżuru byłem sam i przez dwie godziny nic się nie działo, a w kolejce z dyżurem można poznać ciekawych ludzi i wysłuchać ciekawych historii. Dzisiaj np. jakiś pan, który zrobił sobie coś w nogę i, wnioskując z żołnierskich słów w jakich składał opinię na ręce pani w rejestracji, był chyba niezadowolony z poziomu obsługi. Był też starszy pan, który podrywał równie starszą panią opowiadając jej historię chrztu Polski i obecne znaczenie jego prawie okrągłej rocznicy. Od chrztu przeszedł płynnie do Nostradamusa, o którym opowiadał przeróżne anegdotki, a sypał nimi jak z rękawa. Potem okazało się, że tą panią przywiozła karetka i że czeka już parę godzin i nawet nie wie za kim jest w kolejce. Po tym wyznaniu lekarze i pacjenci się zlitowali i wpuścili ją w następnej kolejności. Nie wzbudziło to naszego zdziwienia, bo okazało się, że z powodu braku numerków i po wielu godzinach czekania tylko najbardziej spostrzegawczy pamiętali kto był przed nimi. Na szczęście zjednoczeni wspólną niedolą szybko doszliśmy do jakiegoś porozumienia.
Warto tu wspomnieć, że numerki nie zawsze spełniają swoją rolę. Wrócę tu do swojej przedostatniej wizyty na pogotowiu. Szpital Bielański (z dyżurem). Dostałem numerek 821, pomyślałem
- Niezły przemiał tu mają, nawet w McDonaldzie kasują licznik po 100.
Okazało się, że są dwie listy. Jedna dla pacjentów z urazami +ogólnymi+ druga dla laryngologicznych. Tylko że była jedna pula numerków (numerki nadawano w rejestracji po kolei, bez względu na dolegliwość). Zaraz po mojej rejestracji wchodził 790 z laryngologicznej i 810 z ogólnej. Po dwóch godzinach było 815 z laryngologicznej i 830 z ogólnej. Bądź tu mądry i oszacuj ile jest osób przed tobą i czy zdążysz iść na kupę czy nie. Na szczęście w poczekalni był telewizor na którym ktoś trzeźwo myślący puścił mecz Francja-Islandia.
P.S.
Te 20 dużych baniek z 500+ o wiele bardziej przydałyby się w służbie zdrowia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz