wtorek, 13 września 2016

O tym jak PKP wydymało mnie

W przeddzień długiego weekendu (Boże Ciało w 2015) postanowiłem razem z PKP zbadać granicę absurdu. Uważałem się za doświadczonego badacza i niejedną granicę przekroczyłem w swojej karierze, ale rewelacje dzisiejszego dnia każą mi zrewidować mój światopogląd. Posłuchajcie...
Na zewnątrz mamy piękny dzień. Termometr pokazuje 30 stopni. Siedzę sobie w pierwszej klasie Pendolino i z przyjemnością obserwuję mijany krajobraz pławiąc się w bizantyjskich luksusach, a klimatyzacja muskałaby moja twarz chłodnym powiewiem gdyby tylko działała. Ale nie działa. Jest gorąco jak w piekarniku, a okna się nie otwierają. Jeszcze żaden konduktor nie pojawił się w polu widzenia, ale nie przewiduję wyrozumiałej reakcji pasażerów. Z rozrzewnieniem wspominam czasy kiedy w TLK gdzieś pomiędzy Elblągiem a Gdańskiem zimową porą lód osadzał się na szybie od wewnątrz, a odmrożenie miło łaskotało palce u stóp. W międzyczasie spokojnie oczekuję udaru cieplnego, żeby mieć podstawę do wysokiego odszkodowania, o zwrocie kosztów nie wspominając. Pozdrowienia z 1 klasy Express Intercity Premium!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz