Czy ja przegapiłem jakiś nius o wprowadzeniu nowych przepisów unijnych ujednolicających nadruk na opakowaniu masła? Większość kostek jest złota na brzegach, niebieska w środku i ma nadrukowaną obowiązkową drewnianą kankę z wylewającym się, bieluśkim mlekiem. Leżące na półce w sklepie opakowania dają się odróżnić jedynie po kodzie kreskowym.
Nic dziwnego, że się kiedyś nabrałem i kupiłem „Mlemix” o zawartości 30% tłuszczu mlecznego i, jeśli dobrze pamiętam matematykę, 70% innego lepiszcza. Całość, nawet ciepła, kroiła się jak ciasto z kruszonką, a odłupane fragmenty lepiły się do noża jakby były posmarowane klejem. Po dogłębnym przestudiowaniu zawartości sklepowej chłodziarki muszę rozbudować swoją tezę. Reszta producentów poszła w kolor niebieski. No chyba, że mowa o maśle osełkowym, to wtedy niezbędny jest półprzeźroczysty, woskowany papier, który krzyczy z półki, że na własnych kolanach pakowała je kurpiowska baba.
W tym miejscu nasuwają się kolejne pytania. Kogo kopiują wszyscy producenci masła? Kto pierwszy zrobił złoto-niebieskie opakowanie? Gdzie jest ta mityczna kostka masła której wspomnienie podprogowo oddziałuje na kolejne pokolenia Polaków? No gdzie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz